Przejdź do treści
Logo Waldorfskiego Punktu Przedszkolnego Przedszkole z naturyKomorów, ul. Granicka 7 Umów spotkanie

Pedagogika waldorfska w przedszkolu

Pedagogika waldorfska w przedszkolu wygląda z zewnątrz zaskakująco zwyczajnie: dzieci się bawią, pieką chleb, chodzą do lasu i słuchają tej samej baśni przez cały tydzień. Nie ma tablic z literami, nie ma ekranów, nie ma naklejek za dobre zachowanie. W wieku od trzech do sześciu lat sprowadza się to do trzech rzeczy — i do kilku, których świadomie nie ma.

Skąd się wzięła

Pierwszą szkołę waldorfską otworzono w 1919 roku w Stuttgarcie, na prośbę robotników fabryki Waldorf-Astoria; program przygotował Rudolf Steiner. Dziś to najstarsza i największa niepubliczna sieć szkół na świecie — ponad tysiąc szkół i dwa i pół tysiąca przedszkoli w kilkudziesięciu krajach. Sto lat praktyki oznacza, że nie jest to eksperyment na dzieciach, ale też nie znaczy, że wszystko w niej jest dla każdego. Warto przyjechać i zobaczyć, zamiast czytać.

Trzy rzeczy, na których to stoi w wieku 3–6 lat

Naśladowanie. Trzylatek nie uczy się z pouczeń, uczy się z tego, co widzi. Jeśli dorosły obok niego ceruje, lepi, zamiata i robi to spokojnie i uważnie, dziecko przejmuje nie tylko czynność, ale i sposób jej wykonywania. Dlatego u nas dorosły najczęściej pracuje, a nie animuje — nie stoi z boku i nie zagaduje, tylko robi coś prawdziwego, a dzieci przyłączają się, kiedy chcą.

Rytm. Ten sam dzień, ten sam tydzień, ten sam rok. Poniedziałek ma swoje zajęcie, piątek jest w lesie, jesień ma swoje święto. Dziecko, które wie, co będzie dalej, nie musi trzymać uwagi na pilnowaniu rzeczywistości — i dopiero wtedy ma jej dość na zabawę. Powtarzalność, która dorosłemu wydaje się nudna, jest dla czterolatka odpoczynkiem. Ta sama baśń przez cały tydzień działa dokładnie tak samo: za drugim razem dziecko przestaje śledzić fabułę i zaczyna ją przeżywać.

Swobodna zabawa. Nie „czas wolny" między zajęciami, ale najważniejsza praca dnia. Dziecko, które samo wymyśliło, że deska jest łódką, właśnie zrobiło coś, czego nie da się nauczyć na karcie pracy: wzięło rzecz i nadało jej znaczenie. Zabawki są dlatego proste i niedokończone — kawałek drewna, chusta, wełna, szyszki. Zabawka, która sama świeci i mówi, wykonuje zabawę za dziecko.

Czego u nas nie ma i dlaczego

Nie uczymy czytania i pisania. To budzi najwięcej obaw, więc mówimy wprost: w wieku przedszkolnym pracujemy nad tym, co jest fundamentem późniejszego czytania — mowa, słuch, rytm, pamięć, sprawność ręki, równowaga. Dziecko, które dobrze biega po nierównym terenie, zapina guziki i potrafi opowiedzieć historię, wchodzi w naukę czytania łatwiej niż takie, które przez dwa lata obrysowywało litery. Litery przychodzą w szkole i przychodzą szybko.

Nie ma ekranów. Żadnych — ani tablicy multimedialnej, ani bajki na deszczowy dzień. Nie z zasady „ekran jest zły", ale dlatego, że jest w przedszkolu najtańszym sposobem uspokojenia grupy, a każda godzina przed nim to godzina odjęta zabawie i ruchowi.

Nie ma ocen, gwiazdek ani naklejek. Trzylatek nie potrzebuje rankingu. Nagradzanie za rzeczy, które dziecko i tak robi z ciekawości, dość skutecznie tę ciekawość gasi.

Nie ma gotowych zabawek z tworzywa. Patrz wyżej: im mniej zabawka robi sama, tym więcej zostaje dla dziecka.

Jak to wygląda u nas w praktyce

Jesteśmy jedną grupą różnowiekową, od 9:00 do 14:00, w kameralnym punkcie przedszkolnym przy ul. Granickiej 7 w Komorowie.

Dzień ma stały przebieg: swobodna zabawa, korowód, wspólne drugie śniadanie, ogród, odpoczynek i baśń na koniec — ta sama przez cały tydzień (rytm dnia). Każdy dzień tygodnia niesie co innego: poniedziałek malowanie mokre na mokrym, wtorek muzyka, środa młyn i pieczenie chleba, czwartek eurytmia, piątek las (tydzień w przedszkolu, leśne piątki).

Raz w tygodniu pieczemy — chleb albo ciastka. Dzieci mieszają, wyrabiają, czekają, aż ciasto wyrośnie. Przy jedzeniu trzymamy się tego, co proste, sezonowe i bez cukru; to, co dziecko przynosi z domu, jest jego sprawą i sprawą rodziców, ale rozmawiamy o tym chętnie, bo dla wielu rodzin jest to temat ważniejszy niż program zajęć.

Czy to religia albo sekta

Nie. Przedszkole nie jest wyznaniowe, nie prowadzimy nauczania religijnego i nie wymagamy od rodzin żadnych przekonań. Pytanie bierze się stąd, że Rudolf Steiner poza pedagogiką zajmował się antropozofią — własnym systemem filozoficznym. Antropozofii nie uczymy dzieci; jest materiałem do samokształcenia dla nauczyciela, tak jak dla nauczyciela w szkole publicznej jest nim psychologia rozwojowa. To, co dziecko u nas spotyka, to święta związane z porami roku, baśnie, śpiew i praca rękami — nie doktryna.

Święta, które obchodzimy, mają korzenie w europejskiej tradycji rolniczej i chrześcijańskiej i tak są w Polsce zwykle rozumiane: święto plonów, latarni, Adwent, Wielkanoc. Rodziny o różnym stosunku do religii bywają u nas jednocześnie i nie jest to problem.

Najuczciwsza odpowiedź na to pytanie brzmi jednak inaczej: przyjedź i zobacz. Zapraszamy na spotkanie i dzień próbny, zanim ktokolwiek cokolwiek podpisze — jak zapisać dziecko.